|
|
Największym współczesnym rynkiem są jeździectwo i wyścigi. O jego wartości przekonują się wszyscy, którzy importują konie, nie znajdując odpowiedniej oferty w Polsce. Czy zatem jest możliwe, aby w Polsce hodowano konie sportowe i wyścigowe, które zdobędą rynek światowy?
Uważam, że tak! Polskim atutem może być partnerstwo pomiędzy hodowlą prywatną i państwową, polegające na tym, że hodowla prywatna produkuje konie na rynek, hodowla państwowa zaś utrzymuje i rozwija narodowy potencjał genetyczny.
To nie przypadek, że w Polsce hoduje się najlepsze konie arabskie. I chociaż nie ma u nas pustyń, gorącego klimatu, nie było wielkich pieniędzy, z jakimi rozpoczynała się większość współczesnych hodowli to źródłem sukcesu stał się mecenat państwa, konsekwentny program hodowlany obejmujący pokolenia koni i hodowców oraz dobry marketing. Polskie konie arabskie podbiły świat. Szkoda, że ta recepta na sukces pozostała niezauważona. Wręcz przeciwnie, obecny stan organizacji państwowej hodowli przypomina rozsypane kamienie domino. Nic nie pasuje do niczego i niczemu nie służy, chociaż poszczególne elementy tej układanki: stadniny, stada ogierów, tory wyścigowe same w sobie stanowią wartość, nie tworzą jednak systemu, który produkowałby konie, jakich oczekuje rynek.
Potrzeba wielu lat organicznej pracy, ale warto domino ułożyć. Ministrowie Aleksander Grad i Marek Sawicki przejść mogą do historii, gdyż właśnie położyli pierwszy kamień. Jest nim umowa pomiędzy Totalizatorem Sportowym i Polskim Klubem Wyścigów Konnych o rewitalizacji Służewca. Uzdrowiony, sprawnie zarządzany system wyścigowy zacznie generować dochody, tak jak to się dzieje na świecie. Dobrze się stało, że totalizator konny pozostaje w rękach Skarbu Państwa, gdyż kolejnym kamieniem układanki powinno być określenie zasad redystrybucji dochodu wyścigowego, na potrzeby polskiej hodowli.
A kolejne kamienie już czekają. Trzeba organizować ośrodek zarządzający hodowlą państwową,
określić długofalowe cele hodowlane, ustanowić zasady współpracy pomiędzy hodowlą prywatną i państwową, nadać współczesne funkcje państwowym stadninom i stadom ogierów, zbudować rynek aukcyjny, rozpocząć promocję jeździectwa i wyścigów w Polsce, prowadzić marketing polskiej hodowli na rynkach zagranicznych.
Tak już jakoś jest, że ważne dokonania powstają w marszu pod prąd. Dwaj ministrowie decydując o zaangażowaniu kapitału Skarbu Państwa w misję odbudowy wyścigów postąpili wbrew doktrynie prywatyzowania wszystkiego i wycofywania państwa z gospodarki. Podobnie uczynił prezydent Aleksander Kwaśniewski oświadczając w 1998 r. na aukcji w Janowie, że państwowe stadniny arabskie nie będą sprzedane, choć w tym czasie prywatny kapitał zagraniczny gotów był zapłacić wielkie pieniądze za Janów czy Michałów.
Dziś polskie konie z państwowych stadnin nadal dominują światowy rynek, zniknęło natomiast wiele prywatnych, potężnych stadnin zagranicznych. W Polsce obok stadnin państwowych rozwija się prywatna hodowla i zaczyna odnosić sukcesy w pokazach. Droga do wysokich cen została przetarta działaniami marketingowymi prowadzonymi wokół janowskiej aukcji. Być może nadszedł już czas aby stworzyć odrębną aukcję dla hodowców prywatnych.
Czy nie jest to scenariusz, który powinien być brany pod uwagę w odniesieniu do hodowli półkrwi i pełnej krwi?
Marek Grzybowski
Tekst ten ukazał się w VI numerze Konia Polskiego 2008.
| |
| |
| Oceny artykułu | Wynik głosowania: 4 Głosów: 2

| |
|